Warning Order

www.warning-order.blogspot.com

Warning Order

www.warning-order.blogspot.com

Warning Order

www.warning-order.blogspot.com

Warning Order

www.warning-order.blogspot.com

Warning Order

www.warning-order.blogspot.com

Warning Order

www.warning-order.blogspot.com

2 sierpnia 2013

Dzieci, dziś spotkamy się z żołnierzami z II Wojny Światowej - Rekonstrukcja Historyczna a edukacja i wychowanie.




Coraz bardziej zauważalny i niepokojący jest fakt, że kolejne roczniki młodych ludzi, wchodzących w dorosłość pozostawiają wiele do życzenia, jeśli chodzi o podstawowe wartości. Mam tu na myśli honor, dobre wychowanie, patriotyzm, wiedzę... Szkoła nie jest w stanie podołać takiemu problemowi. Nauczyciele są często, moim zdaniem, za mało kompetentni aby wykonywać swój zawód. Może są też ograniczeni, opętani przez prawo, zasady i wytyczne różnego rodzaju.

Kolejny aspekt- Historia. „Naród, który nie pamięta swojej historii jest skazany na ponowne jej przeżycie.” Nie jest to nauka o bezsensownych datach i wydarzeniach, które miały miejsce kiedyś tam, dawno. Człowiek często uczy się często na błędach. Jak dziecko poparzy się dotykając żelazko to wie, że nie powinno tego powtarzać. Historia to zbiór niezliczonych błędów, które zostały popełnione na przestrzeni wieków. Często te błędy się powtarzały. Nie chodzi mi w tym momencie o jakiekolwiek daty. Cóż za różnica, coś się stało wczoraj czy 300 lat temu, rozwiązano problem mieczem czy bombą atomową. Chodzi o historię jako o błędy, które powinniśmy znać aby ich nie powtarzać. W szkołach niestety zmniejsza się liczbę godzin przeznaczonych na lekcję historii a okrajanie materiału do przerobienia... pozostawię to bez komentarza. To jest po prostu słabe, prostackie, niepoważne. „Olać historię, dzisiaj będziemy się uczyć jak narysować jeżyka przy użyciu jednego ołówka...”- młodzian wyrośnie, zostanie politykiem albo powierzona mu będzie jakaś inna odpowiedzialna funkcja i co zrobi w przypadku wojny albo jakiejkolwiek katastrofy? Bierze kartkę, ołówek i rysuje jeża, wcina jabłuszko? … Powodzenia. Znając historię może poradziłby sobie z problemem, bo wie, że miało to już miejsce.

Na razie niewielką, ale myślę, że w przyszłości dużą rolę w edukacji mogą odgrywać Grupy Rekonstrukcji Historycznej. Jest to o tyle dobre wyjście z sytuacji niemal patowej, że jest to interesujące dla młodego człowieka. Jak nie interesują go nudne wykłady nauczyciela, tak widząc ludzi przebranych w stroje z referowanej epoki, musi się zainteresować. Znudzony uczeń zobaczy ludzi w dziwnych ubraniach/ mundurach, którzy mówią o czymś, co było 100, 200, 1000 lat temu i okazuje się, że to jest całkiem ciekawe. Zdziwi się, zainteresuje i zacznie może szukać czegoś więcej o tym, o czym usłyszał w szkole gdy do jego klasy przyszło 5 żołnierzy z okresu Powstania Wielkopolskiego 1918 roku, którzy opowiadali jak wtedy się żyło, co się działo i na jaką skalę. Jeszcze jedna rzecz- kto nie lubi oglądać dobrych filmów? Również dzięki miłośnikom i zapaleńcom z Grup Rekonstrukcji Historycznej można nakręcić profesjonalny pod względem scenerii, rekwizytów, faktów historycznych film. Mogę tu przywołać chociażby „Bitwę Warszawską 1920” Jerzego Hoffmana. Większość kolegów z grona rekonstrukcyjnego mówiła po zobaczeniu „Ten tą kochał, po co ten wątek miłosny!!??”. Moje zdanie?- To bardzo dobrze, ponieważ myślę, że spowodowało to, że film historyczny (jakby nie patrzeć) obejrzało kilka tysięcy osób więcej. Jeśli szkoła zawodzi, trzeba szukać ciekawszych, może bardziej zaplątanych i okrężnych, ale skuteczniejszych sposobów na przekazanie młodym ludziom chociaż części historii.

Obok filmów bardzo ciekawym sposobem przekazywania historii jest sama Rekonstrukcja Historyczna w znaczeniu widowisko/ inscenizacja. Takie widowiska są ogłaszane w okolicy, planowane, często jest o nich głośno już pół roku przed planowaną datą zrealizowania przedsięwzięcia. Jednak nie do wszystkich dociera wiadomość i nabiera to formę happeningu- to też jest dobre, bo można dzięki temu pozyskać większe zaciekawienie i zainteresowanie wydarzeniem. Jak wiemy Rekonstruktorzy robią co mogą aby pokazać dane zajście z historii dokładnie tak, jak to wyglądało. Szuka się dobrego miejsca, dobiera się mundury, ekwipunek, sprzęt, uczy się języków i musztry. Widz ma niepowtarzalną okazję zobaczyć coś, co działo się kiedyś. Widzi wybuchy i ogień- czuje spaleniznę i proch, widzi przedmioty z dawnej epoki- może je dotknąć, użyć, obejrzeć. Zapewniam, że najlepszy film w 3D nie pokaże (np. bitwy) tak, jak przedstawi to Rekonstrukcja Historyczna. Członkowie różnych GRH to nierzadko prawdziwi fanatycy (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), którzy podchodzą do tematu bardzo poważnie. Nagle okazuje się, że Rekonstrukcja Historyczna to nie tylko bieganie przed widownią i strzelanie do siebie hukową amunicją- to styl życia. Nie będę szukać daleko i użyję argumentu, jakim jest przykład mojej osoby. Interesuję się głównie okresem obu wojen światowych. Na początku myślałem, że skończy się na zbieraniu mundurów, ale nie... to nie jest takie proste. Człowiek przenosi się z czasem do epoki, która go interesuje. Zaczyna (stara się w miarę możliwości i zdrowego rozsądku) ubierać tak, jak wtedy, słuchać tej muzyki i wreszcie przyjmuje myślenie i wartości, które w moim przypadku mogę skromnie uznać za spory skarb. W dzisiejszym świecie tego brakuje- pięknych, klasycznych mieszkań, eleganckiego i przyzwoitego ubioru, sensownej muzyki, dobrego wychowania. Coraz częstszym widokiem jest kobieta, która wygląda jak zwykła prostytutka albo facet w obcisłych rajstopkach i z wrzosowym szalikiem z okularami na pół twarzy i czapką rodem z amerykańskich filmów. Proszę sobie wyobrazić: mężczyzna ubrany w garnitur, na głowie kapelusz, w ręku bukiet kwiatów. Idzie do swojej kobiety, zdejmuje kapelusz, całuje w rękę, wręcza kwiaty i idzie z nią za rękę, zabawiając w międzyczasie kulturalną rozmową na poziomie. To nie jest fikcja ani scena z tandetnej powieści nie wiadomo czym, to się dzieje, tak można, to jest piękne. Teraz idziemy dalej. Tego nie trzeba sobie wyobrażać, proszę się rozejrzeć: Idzie facecik w dresie, z ręką w kieszeni, słuchawki w uszach. Podchodzi do laski w kiecce, z której i tak wystaje pół tyłka, krzyczy „Cześć mięsko”, chwyta ją za rękę i zaczyna nawijać o tym, jak wczoraj pobił policjanta, co drugie słowo to ku**a. Jest różnica, prawda? Tego wszystkiego nauczyła mnie nie szkoła, ale pasja, jaką jest odtwarzanie historii. Nie myślę, wiem, że Rekonstrukcja Historyczna jest potrzebna i jeśli rozwinie się na jeszcze większą skalę to będzie naprawdę dobrą i pożyteczną formą hobby, spędzania wolnego czasu, życia. 



Jeżyk 

18 lipca 2013

Dziennik kadeta - Jak przygotować się do służby?

Jak przygotować się do służby?


Może zróbmy to chronologicznie.
Najlepiej byłoby już jakiś czas wcześniej zacząć rozwijać się fizycznie.
Nie mowie tutaj o tenisie stołowym. Postawmy raczej na wytrzymałościówkę.
Podstawa to bieganie, zacznijmy od kilometra co 2 dni, później zwiększamy dystans. W takiej samej formie będziecie biegać na zaprawie. Dodatkowo można poćwiczyć siłę rąk, robiąc pompki czy podciągnięcia. Te ćwiczenia będą wykonywane regularnie podczas służby na zajęciach z wychowania fizycznego. To zdecydowanie wystarczy na początek. W trakcie szkolenia osoby które wcześniej przygotowały się fizycznie będę miały po prostu ułatwioną sprawę, ale inni nie są straceni, czekają ich po prostu cięższe początki.

Pewnie nie wiecie też co ze sobą zabrać, tak żeby czegoś nie zabrakło i żeby nie brać za dużo rzeczy. Okej, zacznijmy od tego "co da wam ojczyzna". Każdy dostaje na wcieleniu podstawowe niezbędne rzeczy: 2 pary skarpet sportowych, 2 pary skarpet na co dzień, parę adidasów lub trampek, parę opinaczy, 2 komplety sportowego na cieple dni (2koszulki i 2 pary spodenek) i 1 komplet odzieży sportowej na chłodne dni (bluza i spodnie dresowe), 2 koszulki bawełniane pod mundur, 1 mundur polowy, 1 mundur wyjściowy, komplet szczotek i pastę do czyszczenia butów, kosmetyczkę a w niej mydło z mydelniczka oraz kubek ze szczoteczka do zębów, piżamę, 2 ręczniki, klapki, niezbędnik, długopis i zeszyt.
No wiec co najlepiej wziąć ze sobą? Oczywiście bieliznę oraz skarpetki, bez znaczenia czy służbę macie zimą czy latem, najlepsze są grube, długie skarpety frotte, inaczej pozdzieracie sobie skore ze stop.
Własne kosmetyki, podstawowe oczywiście, szampon, mydło, maszynkę do golenia, dezodorant.
Leki, przeciwbólowe, maści na bóle mięśni, maść antybakteryjna oraz plastry. Najlepsze plastry to te odcinane z rolki z opatrunkiem, nie bierzcie specjalnych na odciski bo i tak nic wam to nie pomoże. Dobrze mieć też ze sobą pęsetę na wypadek kleszczy. Najlepiej wziąć ze sobą też własne ręczniki, takie które szybko wyschną oraz trochę proszku do prania.
Możecie zabrać ze sobą telefon komórkowy, ale i tak nie będziecie z niego często korzystać :) O laptopach nie ma nawet ma mowy.

No dobrze, wiec załóżmy że wiecie już jak ważna jest kondycja fizyczna i pamiętacie o tym co macie zabrać, dobrze byłoby jeszcze nie wyjść na miejscu na idiotę.
Dlatego obowiązkowo trzeba znać na pamięć wszystkie stopnie wojskowe, nie tylko według kolejności ale tez rozpoznać odpowiednie oznaczenie na pagonie. Dobrze jest ze swoboda kontaktować się ze swoimi przełożonymi.

28 czerwca 2013

Dziennik Kadeta - jak to się wszystko zaczęło

Jak to się wszystko zaczęło.


Jak wiecie, od dłuższego czasu interesuje się militariami, jestem uczestniczką strzelanek airsoftowych. Wybór studiów, więc nie był dla mnie żadnym problemem. Bezpieczeństwo narodowe - mogę robić to co lubię, uczyć się tego co mnie interesuje i czerpać same korzyści z bycia studentką. Oczywiście wypadało by też zarobić dodatkowe pieniądze na własne wydatki. Dlatego też postanowiłam zrobić kilka kursów, które pomogły by mi znaleźć pracę, zaczęłam trenować krav magę. I opłacało się.
Ochrona imprez masowych-może nie szczyt marzeń ale dla studenta w sam raz.
Co dalej? No właśnie. Kończył się powoli pierwszy rok studiów, wypadało by rozglądnąć się za pracą na sezon, zarobić trochę więcej, może udałoby się wymienić stary samochód na coś lepszego, a przynajmniej coś z klimatyzacją, tak, zima dała mi w tym roku nieźle popalić, a raczej odpalić- odpalić auta nie dała prawie wcale.

O możliwości odbycia służby przygotowawczej dla studentów dowiedziałam się od znajomej z grupy, później pracownik uczelni wkroczył na zajęciach z tą wiadomością. I już wtedy nie miałam wątpliwości. Osoby zainteresowane służbą zostały skierowane na spotkanie z majorem w WKU w Poznaniu. Wszystko się wtedy wyjaśniło. Trzeba złożyć dokumenty.
I zaczęło się latanie. To skanować, to kserować, do zanieść, to odebrać. Ze względu na miejsce meldunku, dokumenty złożyłam w WKU w Kołobrzegu. I tam odbyła się kolejna rozmowa.
"Proszę się zastanowić czy na pewno", "Czy przemyślała to Pani", "Czy nie zrezygnuje Pani w trakcie szkolenia". Uwierzcie mi, aż zaczęłam się zastanawiać. Ale nie miałam już wyjścia, przecież to już postanowione. Nic mnie teraz nie może zdemotywować.
Tak więc, dostałam skierowanie na badania lekarskie oraz na testy psychologiczne.

I zaczęło się jeżdżenie. Z jednej strony sesja z innej zlot airsoftowy a tu jeszcze badania do Szczecina. Tak więc kilka tygodni żyłam na walizce. Badań oczywiście nie udało mi się zrobić w jednym dniu-ginekolog, okulista, laryngolog, kardiolog, psychiatra, internista. Stanie w czterech kolejkach jednocześnie nie wiele mi dało. Nie wiem czy to dlatego, że jeden lekarz spóźnił się 2 godziny i wyszedł godzinę wcześniej, czy przez innego, który robił sobie przerwę na kawę co godzinę czy przez to, że w kolejkach naprawdę stały tłumy żołnierzy. Trzeba było przyjechać kolejny raz. W drodze powrotnej w głośnym pociągu zadzwoniła do mnie jeszcze Pani z gazety i chciała abym udzieliła krótkiego wywiadu na temat całej służby, dzwoniła z polecenia z uczelni. Jakoś się udało, następnego dnia wyszedł artykuł. Chodź to zwykle ja jestem od zadawania pytań.  I tak z Białogardu do Warszawy na zlot, do Poznania na egzamin, do Szczecina na badania, znów na egzamin i do domu. Na szczęście badania przeszłam, otrzymałam kategorię A.
Przez tydzień tyle się wysiedziałam w pociągach, że kolejne dwa dni słyszałam jeszcze to łubudubu w uszach.
Później już z testami psychologicznymi nie było problemu. Powiem Wam szczerze, jeżeli odpowiadacie na te wszystkie pytania tak jak naprawdę jest i nie próbujecie kręcić, to na pewno wyjdzie Wam na dobre. Łatwo jest się pogubić, jeśli chcemy trochę na ściemniać jacy to my jesteśmy wytrzymali i rozsądni. Taką ściemę widać od razu, nie trzeba mieć wysokich kwalifikacji psychologa czy psychiatry.


26 czerwca 2013

Dziennik Kadeta - o projekcie

Witajcie,
Chciałabym Was poinformować, że z dniem 10 czerwca tego roku, odebrałam swoją kartę powołania do służby przygotowawczej na potrzeby korpusu podoficerów. Szkolenie rozpoczynam 1 lipca i tego dnia otrzymam tytuł kadeta w Centrum Łączności i Informatyki w Zegrzu.
Szkolenie odbywa się w dwóch okresach, jest specjalnie dostosowane do możliwości czasowych studentów. I okres od 1 lipca do końca września tego roku i II okres - lipiec i sierpień w następne lato.

Chcę wykorzystać ten czas maksymalnie nie tylko dla siebie ale i dla Was. Dlatego pomyślałam, że warto stworzyć "Dziennik Kadeta". Dziennik ten będzie szeregiem artykułów, opisem doświadczeń, uwag  na temat całego szkolenia, żołnierzy i tego wszystkiego co wpadnie mi do głowy podczas pobytu w Centrum.
Podzielony zostanie na dwie części - pierwsza obejmować będzie tegoroczny okres szkolenia, czyli szkolenie podstawowe a druga część szkolenie specjalistyczne, które odbędzie się w następnym roku.
 Dodam też kilka notek o tym jak wszystko się zaczęło, jak wygląda cały proces rekrutacji i jak najlepiej przygotować się do takiego wyjazdu. Może nie takie wojsko straszne jak się wydaje?

Mam nadzieję, że pomysł Wam się podoba. Już niedługo ruszamy z " Dziennikiem Kadeta" !





Sowa

14 czerwca 2013

Pokażę Ci moje zdjęcia z reko. Niektóre tylko trochę nie wyszły.


Nieodłączną częścią zbiorów zarówno rekonstruktora jak i innych ludzi zajmujących się podobnymi rzeczami, jak na przykład ASG, są zdjęcia z imprez lub sesji zdjęciowych. Każdy chce mieć zdjęcie, które wygląda jakby zostało zrobione w epoce, którą odtwarza. Jest to coraz trudniejsze ze względu na to, że powstają nowoczesne budynki, nowe samochody, telefony komórkowe, i chociażby napoje w plastikowych butelkach. Takie rzeczy były niespotykane na przykład w 1944 roku a teraz ciężko się  bez tego obyć. Coraz trudniej znaleźć dobre miejsce na inscenizację i zrobić zdjęcie tak, żeby nie było żadnych współczesnych przedmiotów, budynków, samochodów. Jak więc zrobić tak, żeby było dobrze? 

Wybierając miejsce do inscenizacji musimy szukać takiej lokalizacji, żeby były tylko stare, epokowe budynki. Jeśli akcja rozgrywa się na polu czy łączce to nie ma takiego problemu, zwłaszcza gdy tłem jest po prostu las. Widownię dobrze jest ustawić tylko z jednej strony pola bitwy. Jak ustawimy z obu stron to jest duże prawdopodobieństwo, że na każdym zdjęciu będzie widać widzów, słupki, barierki, ochronę, itp. Wręcz niedopuszczalne jest pozwolenie na to, żeby każdy mógł sobie spokojnie wejść na miejsce, gdzie odgrywany jest dany epizod, bez znaczenia czy jest użyta broń i pirotechnika, czy nie. Warto też dopilnować aby za miejscem akcji nie było widać nic, co może podważyć to, że zdjęcie zrobiono w epoce. Czasem występ rekonstruktora wiąże się z dużym poświęceniem a coś „niekoszernego” w tle może zepsuć naprawdę dobre zdjęcie. 

Kolejna ważna rzecz to nie robienie głupich min, znaków, gestów w trakcji robienia zdjęcia. Możemy mieć naprawdę idealne umundurowanie i oporządzenie, ale jak zrobimy zdjęcie ze śmiesznym wyrazem twarzy, może to wyglądać niepoważnie. Jak w mundurze niemieckim zrobimy wszystkim znany gest, może a nawet powinno to się spotkać z pogardą i niechęcią do naszej osoby. Przypominam, że prawdziwy rekonstruktor pokazuje jak żołnierz wyglądał, jak walczył, czym się zajmował. Nie dopuszczamy tego, co niektórzy żołnierze mieli w głowie a więc żadnych treści nazistowskich, faszystowskich i komunistycznych (ogółem mówiąc, niech się polityka i religia w to nie miesza). Warto się postarać o to aby w trakcie robienia zdjęć nie mieć przy sobie nic, co może świadczyć o innej epoce. Nie robimy też zdjęć kolegom, którzy udzielają wywiadu do telewizji :)
Jak więc robić dobre zdjęcia, którymi nie będziemy się wstydzić? To proste- unikając rzeczy, które wypisałem. Czy da się to zrobić bez większych problemów?  Proszę zobaczyć:

Jeżyk

2 czerwca 2013

Drzwi otwarte Wyższej Szkoły Bezpieczeństwa


To nie tylko drzwi otwarte.
Głównym punktem imprezy była akcja " Bądź człowiekiem sypnij karmą", podczas której uczestnicy licytowali najróżniejsze przedmioty, zaczynając od książek i akcesoriów plażowych po wejściówki do salonów urody czy restauracji. Co najważniejsze, w aukcji nie licytowało się pieniędzmi, ale karmą dla zwierząt. Ta edycja przyniosła nam ponad 1120 kg karmy dla zwierzaków! Całość zostanie przekazana dla schroniska w Gaju koło Śremu.
 Ale aukcja nie była jedyną atrakcją tego dnia. Odbyły się także wykłady otwarte, konkurs na play station 3 move, pokazy sumo oraz walk zapaśniczych, uczestnicy mięli też okazje spróbować swoich sił na strzelnicy. My także coś zorganizowaliśmy ;)
Jeżyk pokazał część swojej kolekcji, która cieszyła się szczególnym zainteresowaniem starszych uczestników, nie obyło się bez kilku fascynujących opowieści o epoce. Każdy miał także możliwość postrzelania z replik, najlepsi otrzymali od nas wejściówki na siłownie. Co najważniejsze, zainteresowanie airsoftem było spore, uczestnicy zadawali pytania nie tylko o cenę sprzętu, choć tych było najwięcej, ale także o niezbędne wyposażenie, zasady gry, czy zloty i scenariusze, także porozmawialiśmy sobie o naszym blogu. Atmosfera, mimo brzydkiej pogody, była naprawdę sympatyczna i mamy nadzieję, że psiaki i inne zwierzaki ze schroniska w Gaju będą miały choć troszkę lepszy los, bo przecież o to chodziło :)


17 maja 2013

Operacja Borneo 2013



Ponad 400 maniaków majówkę 2013 spędziło strzelająco. Gdzie? Jak co roku w Bornem Sulinowie, miasteczku zlotów graczy ASG oraz miłośników pojazdów wojskowych.
W dniach od 1 do 5 maja mieliśmy okazję rozrzucić trochę kompozytu w Borneńskich lasach. Uczestnicy mieli mogli wcielić się w siłę jednej z kilku frakcji : Nerun, Kebur, Saria, Tibera czy Black Mirrors i pod nadzorem swoich dowódców wykonywać misje w dzień oraz w nocy.


Oto opinia jednego ze stałych uczestników "Operacji Borneo" Na majówkę z ASG w Bornym Sulinowie przyjeżdżam każdego roku. Każdego roku powracam z niej z bagażem wspaniałych wrażeń, jak i ze sporą dawką krytyki. Nie inaczej było i przy okazji edycji 2013. Majówka ta, jak żadna do tej pory, udowodniła dwie rzeczy. Po pierwsze, Majówkę w Bornym tworzą w ogromnej mierze sami uczestnicy. Ci dopisali w tym roku, ponieważ przybyli licznie, grali uczciwie i nie bali się integracji. Zarówno "weterani" jak i osoby początkujące mogły znaleźć wspólny język, wymieniać się opowieściami i toczyć pojedynki zarówno w dzień, jak i w nocy. O ile same pojedynki, wypady i bardziej skoordynowane akcje powodowały uśmiech na twarzy nawet najstarszych wyjadaczy, tak liczne problemy organizacyjne psuły odbiór imprezy. Począwszy od wysokiej ceny wpisowego, poprzez brak drewna na opał, problemy z gadżetami od sponsorów, kolejne udziwnienia scenariusza i niejednokrotnie całkowity chaos, aż po konieczne ingerencje policji, trudno było nie pozbyć się wrażenia, że organizatorzy nie mają kontroli nad przebiegiem zabawy. Wydawać by się mogło, że po tylu latach i powtarzających się błędach w końcu większą swobodę powierzy się samym uczestnikom, pozwoli im kształtować przebieg gry instynktownie. Myślę, że impreza, choć obowiązkowa w moim kalendarzu spotkań ASG, byłaby o wiele lepsza, gdyby organizatorzy skupili się na organizowaniu środowiska gry i zaplecza technicznego, a tworzenie scenariusza i jego przebieg powierzyli uczestnikom.
Tomasz "Blady" Kosiec

No właśnie, co do ingerencji policji na tegorocznym zlocie. Pomijając fakt dzieciaków które pod wpływem alkoholu wszczynały bójki oraz wchodziły na teren rozgrywek, doszło także do kradzieży. I to nie byle jakich fantów ani nawet kilku rzeczy. Dosłownie wyczyszczono namioty kilku uczestników. Zginęły repliki, kamizelki z zawartością, torby z oporządzeniem. W noc zaginięcia powiadomiona została policja, teren został przeszukany a drogi zablokowane. Niestety niczego nie znaleziono. Jedno jest pewne, złodziejem musiał być jeden z uczestników zlotu. Do tej pory znaleziono nieznaczną część skradzionych przedmiotów na czeskiej stronie internetowej aukcyjnej. Dokładne listy oraz zdjęcia skradzionych przedmiotów dostępne są na grupie na facebooku https://www.facebook.com/groups/455016277913287
Apelujemy o zapoznanie się z tymi materiałami, być może to Wy kupicie nieświadomie skradzione repliki czy oporządzenie.